Kłótnia jako sport — jak nie dać się wciągać w dramę
Są kobiety, dla których kłótnia to nie problem do rozwiązania.
To dyscyplina olimpijska.
Nie chodzi o prawdę, nie chodzi o porozumienie — chodzi o emocje, kontrolę i to, kto kogo „ustawi”.
I jeśli wchodzisz w to jak w normalną rozmowę, to przegrywasz już na starcie. Bo tu nie ma zasad fair play.
Jak wygląda „kłótnia jako sport”?
-prowokacja znikąd („No jasne… ty zawsze…”)
-zmiana tematu co 30 sekund
-odwracanie kota ogonem („to przez ciebie się tak czuję”)
-rozmowa o twoim tonie, nie o problemie
-przeciąganie, aż pękniesz i powiesz coś głupiego
i wtedy: „Widzisz jaki jesteś?”
Jak się nie dać wciągnąć?
1) Nie karm emocji.
Im więcej tłumaczeń i nerwów — tym większa nagroda dla osoby, która żyje z dramy.
2) Zatrzymaj grę jednym zdaniem.
„Rozmawiam, jak rozmawiamy normalnie.”
„Nie będę się kłócił. Jeśli chcesz coś ustalić — słucham.”
Bez wykładów. Bez kazania. Kropka.
3) Oddziel fakt od teatru.
„Jaki jest konkretny problem do rozwiązania?”
Jeśli odpowiedzią jest emocjonalny freestyle, to wiesz, że to nie rozmowa — to show.
4) Kończ rozmowę, gdy robi się ring.
Nie „uciekasz”. Ty odmawiasz udziału w cyrku:
„Wracamy do tematu, jak opadną emocje.”
Bo prawda jest prosta:
kto pierwszy traci spokój — oddaje ster.
A potem jest klasyk: przeprosiny za coś, czego nie zrobiłeś, tylko po to, żeby „był spokój”.